Od paru minut zastanawiałem sie jak zacząć. I nadal nie wiem, więc nie zaczynam.
W sobotę było coś czego już nie pamiętam, w niedziele rower mi się rozpadł (swoją drogą dobrze, że przy błękitnym, a nie np. w Choszczówce). W poniedziałek zacząłem lepić z zapałek, jak mi coś wyjdzie, to nieomieszkam niepokazać. Fajna sprawa z siarką jest: najpierw miałem takie zapałki, gdzie można było łepki pościągać ręką. Potem, w kolejnych już nie. Kombinowałem trochę z wodą, trochę poskubał mi brat, ale to mało wydajna metoda. W końcu zapaliłem jedną i podpaliłem łepki w reszcie zapałek. Najpierw mały wybuch, a potem trzeba tylko zdmuchnąć. I po problemie. Po za tym wczoraj doszła już wygrana, taka sobie, kolejny ozdabiajek półki.
Dziś nowiutkie, świeżutkie, fajniutkie i poprzyklejanenadole CDA. Po za tym na cos dziś jeszcze czekam. A potem to już tylko wyjazd od 17 do 26 nad Wdzydze, 16 jeszcze paszporty odebrać i 28 na morze. A potem już tylko kupno książek i kolejna dziesięciomiesięczna robota. Fajnie, nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz