poniedziałek, 23 czerwca 2008
Wakacje
No to w czwartek był czwartek, w piątek koniec roku. W sobote u babci w szpitalu w Siedlcach. I się wystrzygłem. Jestem prawie łysy. W niedziele nudy, a teraz sobie siedzą i na razie się nudzę. I taka metafora przyszła mi na myśl: Te dwa miesiące, to jak jakiś schron, dół. Wchodzisz w niego, ukrywasz się, a po dówch miesiącach znowu idziesz walczyć ze smokiem, jakim jest szkoła. I tak jeszcze co najmniej przez 2 lata (jeżeli wygram ciężarówkę kasy), 5 lat (jeśli wymyśle coś genialnego), bądź 10-16. I ta myśl mnie dobija. Na razie mi się nic nie chce. NIC.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz